Lokalnie · Białystok i okolice
Systemy ERP i integracje — Białystok, bez wiązania się z jednym producentem.
Nie sprzedaję oprogramowania. Zajmuję się tym, co dzieje się wcześniej i obok: ustaleniem, czego Twoja firma naprawdę potrzebuje od systemu, integracją tego, co już macie, i uczciwą odpowiedzią, kiedy wdrożenia lepiej nie zaczynać. Jestem w Białymstoku, więc jeśli trzeba to zobaczyć na miejscu — przyjadę.
Bogusław Tolarz · aktualizacja: 20 sierpnia 2026
Dla kogo to jest
- Firma w Białymstoku albo w okolicy, która ma już jakiś system — Comarch ERP, enova365, Subiekt, Symfonia, cokolwiek innego — i nie jest pewna, czy problem leży w programie, czy w sposobie pracy wokół niego.
- Ktoś dostał ofertę na wdrożenie ERP i chce, żeby ktoś bez interesu w tej transakcji przeczytał ją razem z nim.
- Dane krążą po firmie w Excelu, bo system ich nie obsługuje albo obsługuje w sposób, który nikomu nie pasuje.
- Magazyn, sprzedaż i księgowość działają na osobnych programach i ktoś codziennie przenosi między nimi te same liczby.
- Firma rozważa zmianę systemu na inny i chce najpierw wiedzieć, czego ta zmiana naprawdę nie naprawi.
Typowa firma, z którą pracuję, robi coś operacyjnego: wozi, buduje, magazynuje, sprzedaje. Nie ma działu IT, a decyzję o systemie podejmuje właściciel — raz na kilka lat i zwykle na podstawie materiałów przygotowanych przez tego, kto ten system sprzedaje.
Co konkretnie robię
Wszystko poniżej ma jeden wspólny mianownik: dotyczy Twojej firmy, a nie konkretnego produktu. Dlatego ta sama lista wygląda tak samo niezależnie od tego, jaki system ostatecznie u siebie postawisz.
Analiza przed decyzją o systemie
Zanim podpiszesz umowę wdrożeniową, ktoś powinien opisać, jak firma faktycznie pracuje dzisiaj — nie jak wygląda to na schemacie. Z tego wychodzi lista wymagań, która potem służy do oceny ofert i do sprawdzenia po wdrożeniu, czy dostałeś to, za co zapłaciłeś.
Integracja ERP z resztą programów
Sklep, program magazynowy, arkusze, system transportowy, poczta. Integracja systemów ERP w praktyce rzadko oznacza jedno duże połączenie — częściej kilka miejsc, w których dane są dziś przenoszone ręcznie, i decyzję, które z nich w ogóle opłaca się spinać.
Ocena oferty wdrożeniowej
Czytam ofertę od strony tego, czego w niej nie ma: zakresu migracji danych, kto odpowiada za rozbieżności, co się dzieje po odbiorze, ile kosztuje każda zmiana zgłoszona później. Tam zwykle mieszka różnica między ceną z oferty a kosztem projektu.
Uporządkowanie danych przed migracją
Kartoteki kontrahentów z duplikatami, indeksy towarowe prowadzone przez lata według trzech różnych pomysłów, stany, które nie zgadzają się z półką. Przeniesienie tego do nowego systemu bez uprzątnięcia sprawia, że nowy system od pierwszego dnia jest tak samo niewiarygodny jak stary.
Automatyzacja tego, co zostaje poza systemem
Nie wszystko musi trafić do ERP. Część rzeczy taniej jest obsłużyć narzędziem typu n8n czy Make albo prostym programem obok — pod warunkiem, że ktoś świadomie zdecyduje, co jest wewnątrz systemu, a co obok niego, i dlaczego.
Rola po stronie firmy przy wdrożeniu
Kiedy wdrożeniem zajmuje się firma zewnętrzna, ktoś po Twojej stronie musi rozumieć, co dokładnie jest ustalane na spotkaniach, i wychwycić moment, w którym zakres zaczyna cicho się zmieniać. Tę rolę można obsadzić bez zatrudniania kogoś na stałe.
Czym różnię się od firmy wdrożeniowej
Większość firm, które w regionie zajmują się systemami ERP, to autoryzowani partnerzy konkretnego producenta. Taki jest po prostu ich model: utrzymują kompetencje w jednym systemie, mają wsparcie producenta i zarabiają na licencjach oraz wdrożeniu. Gdy potrzebujesz właśnie tego systemu, taki partner jest zwykle najlepszym wyborem i będę to mówił wprost.
Problem pojawia się jedno pytanie wcześniej. Kiedy pytasz „czy nam się to opłaca” albo „czy w ogóle potrzebujemy nowego systemu”, odpowiedzi udziela ktoś, kto ma jedno narzędzie w ofercie. Nie musi być nieuczciwy, żeby odpowiedź wypadła na korzyść tego narzędzia — wystarczy, że tylko takie zna.
Ja przychodzę do tego pytania bez gotowego narzędzia w ofercie. Nie mam jednego systemu, który musiałbym Ci pokazać, więc odpowiedź „zostańcie przy tym, co macie, i naprawcie dwa miejsca” jest dla mnie tak samo dobra jak każda inna. To różnica, która ma znaczenie dokładnie na etapie decyzji.
Druga różnica jest mniej wygodna: pracuję sam. Nie mam zespołu, nikomu nie deleguję i rozmawiasz ze mną od pierwszej rozmowy do końca. Daje to jedną osobę odpowiedzialną i zero przekazywania sprawy dalej — ale też realny sufit skali, o którym piszę niżej.
Kiedy bycie na miejscu ma znaczenie — i kiedy nie ma
Powiem bez owijania, choć jest to argument przeciwko tej stronie: większość tej roboty da się zrobić zdalnie i robi się ją zdalnie. Płacenie komukolwiek za dojazd, kiedy ta sama praca powstaje przy dzielonym ekranie, jest po prostu droższe. Są jednak sytuacje, w których obecność na miejscu naprawdę zmienia wynik.
Kiedy trzeba zobaczyć, jak ludzie naprawdę pracują
Opis procesu podany na spotkaniu i to, co dzieje się przy biurku albo na magazynie, to dwie różne rzeczy — nie dlatego, że ktoś kłamie, tylko dlatego, że obejścia stają się niewidoczne dla tych, którzy je stosują codziennie. Godzina obserwacji na miejscu potrafi powiedzieć więcej niż kilka rozmów.
Kiedy w grę wchodzi fizyczny przepływ
Przyjęcie towaru, kompletacja, wydanie, dokumenty przewozowe, skanery. Tego nie da się rzetelnie zaprojektować z opisu — trzeba przejść tę drogę razem z osobą, która pokonuje ją codziennie.
Kiedy rozmowa dotyczy kilku osób naraz
Sprzedaż, magazyn i księgowość zwykle mają odmienne wersje tego samego procesu. Posadzenie ich przy jednym stole rozstrzyga w godzinę rzeczy, które w mailach ciągnęłyby się tygodniami.
Kiedy chcesz zobaczyć, z kim rozmawiasz
To uczciwy powód i nie zamierzam go umniejszać. Przy decyzji, która zmieni sposób pracy całej firmy na lata, spotkanie twarzą w twarz na starcie bywa ważniejsze niż wygoda.
A co spokojnie zrobimy zdalnie
- Przegląd tego, co system już potrafi — najczęściej robi się to, patrząc razem na ekran.
- Czytanie i porównywanie ofert wdrożeniowych oraz umów.
- Projekt integracji, testy połączeń, praca nad danymi.
- Bieżące pytania w trakcie wdrożenia prowadzonego przez kogoś innego.
- Kontrola postępu i sprawdzenie, czy odebrany zakres zgadza się z ustalonym.
Praktycznie wygląda to tak, że na miejscu jest początek — obejrzenie firmy i rozmowa z ludźmi, którzy w niej pracują — a potem większość rzeczy dzieje się zdalnie, z wizytą wtedy, gdy jest po co przyjechać. Jeśli Twoja firma jest poza Białymstokiem, a temat nie wymaga chodzenia po magazynie, odległość nie robi żadnej różnicy i nie ma sensu udawać, że robi.
Jak to wygląda po kolei
Kolejność jest istotna: diagnoza przed rozwiązaniem, rozwiązanie przed nazwą produktu. Odwrócenie tej kolejności to najczęstszy sposób, w jaki wdrożenie systemu robi się dwa razy droższe, niż wynikało z oferty.
- 1
Rozmowa o tym, co się dzieje
Opisujesz sytuację własnymi słowami: co nie działa, co Ci ktoś zaproponował, co Cię niepokoi. Nie musisz znać nazw modułów ani wiedzieć, czy Twój system ma API. Na tym etapie ustalamy głównie, czy w ogóle jestem właściwą osobą — czasem odpowiedź brzmi „nie” i mówię to od razu.
- 2
Obejrzenie tego na żywo
Patrzę na systemy, które macie, i na to, co ludzie robią wokół nich. Jeśli w grę wchodzi magazyn albo praca zmianowa, to jest moment, w którym bycie w Białymstoku ma realne znaczenie — bo przyjeżdżam i patrzę, zamiast prosić o opis.
- 3
Pisemna diagnoza z rekomendacją
Dostajesz na piśmie, co jest przyczyną, jakie widzę drogi wyjścia i którą wybrałbym na Twoim miejscu — razem z tym, czego nie warto ruszać. Dokument jest Twój i ma sens także wtedy, gdy dalszą robotę zrobi ktoś inny.
- 4
Wdrożenie albo pilnowanie cudzego wdrożenia
Część rzeczy robię sam. Część — szczególnie wdrożenie dużego systemu handlowego — będzie robiła wyspecjalizowana firma i tak jest właściwie. Wtedy moja rola jest po Twojej stronie stołu: dopilnować, żeby dostarczono to, co ustalone.
Czego nie robię
Lista granic jest tu równie ważna jak lista usług — bo pozwala Ci zamknąć temat w pięć minut zamiast po dwóch spotkaniach.
Nie wdrażam pudełkowego systemu jako produktu
Sprzedażą i konfiguracją konkretnego systemu handlowego zajmują się firmy wyspecjalizowane w tym jednym oprogramowaniu i robią to lepiej ode mnie. Moja robota zaczyna się wcześniej — przy pytaniu, czy ten system jest Ci w ogóle potrzebny — i wraca później, przy spięciu go z resztą tego, czego używacie.
Nie wdrażam dużego ERP w pojedynkę
Migracja całej firmy na nowy system handlowy to praca dla zespołu z zapleczem serwisowym. Jeśli tego potrzebujesz, powiem to wprost i pomogę wybrać wykonawcę oraz przypilnować zakresu, zamiast brać zlecenie ponad swoją miarę.
Nie prowadzę szkoleń z obsługi systemów
Szkolenie użytkowników z konkretnego programu należy do jego dostawcy i on zrobi to lepiej. Moja robota kończy się na tym, żeby proces, którego uczą się Twoi ludzie, w ogóle miał sens.
Nie zaczynam od rekomendacji konkretnego produktu
Rozmowa, która startuje od nazwy systemu, pomija najważniejsze pytanie: co dokładnie ma się zmienić w sposobie pracy firmy. Nazwa jest wnioskiem z tej rozmowy, nie jej początkiem — a bywa, że wnioskiem jest zostanie przy tym, co macie.
Kiedy powiem, żeby nie ruszać systemu.
Kiedy realnym problemem nie jest program, tylko to, że nikt w firmie nie odpowiada za dane. Nowy system nie tworzy dyscypliny — wymaga jej. Jeśli dziś stany magazynowe bywają nieprawdziwe, bo przyjęcia wpisuje się „potem”, to po migracji będą nieprawdziwe w nowszym interfejsie i za większe pieniądze.
Kiedy zmiana wypada w najgorszym możliwym momencie. Wdrożenie zabiera czas właśnie tym osobom, które są najbardziej obciążone — a jeśli zbiega się to ze szczytem sezonu albo zmianą w zespole, dobre skądinąd rozwiązanie zostanie zapamiętane jako katastrofa. Odłożenie tego o kwartał bywa najlepszą decyzją techniczną w całym projekcie.
Kiedy rachunek się nie spina. Policz to u siebie, zanim ze mną porozmawiasz: ile razy w miesiącu ktoś przepisuje dane z jednego programu do drugiego, razy ile minut zajmuje jedno przepisanie, razy stawka tej osoby. Do tego dołóż koszt pomyłek, które wychodzą na zewnątrz — do klienta albo na fakturę. Jeśli po jednej stronie wychodzi niewiele, a po drugiej stoi wdrożenie całego systemu, odpowiedź już znasz i nie potrzebujesz mnie, żeby ją usłyszeć.
Napisz, co się dzieje u Ciebie w firmie.
Nie musisz wiedzieć, czy problemem jest system, proces czy dane — to jest właśnie pierwsza rzecz do ustalenia. Opisz sytuację własnymi słowami: co nie działa, co Ci zaproponowano i czego się w tym obawiasz. Odpowiem, jak ja to widzę i czy warto, żebyśmy rozmawiali dalej — także wtedy, gdy odpowiedź brzmi „nie”.
Jeśli problemem są dwa programy, które ze sobą nie rozmawiają: integracja systemów — kiedy się opłaca → A jeśli chcesz najpierw zobaczyć, jak wygląda taka diagnoza na piśmie: przeczytaj przykładową analizę →